Wybierzcie ten, który pasuje do tego, ile chcecie oddać.
To nie są poziomy i nie ma w nich wbudowanej ścieżki upsellu. Większość klientów zaczyna od drugiego i przechodzi na ten z pozostałych trzech, który pasuje do tego, czego się dowiedzieli.
Zdefiniowany rezultat ze stałą ceną i stałym terminem. Najlepsze dla ośmiu powtarzalnych wzorców i dla wszystkiego, gdzie specyfikacja jest naprawdę stabilna.
Pierwsze dwa etapy osobno, za stałą cenę uzgodnioną z góry. Dostajecie mapę procesu, zmierzony punkt wyjścia i spisany business case — jest wasz, bez zobowiązania, żeby budować z nami. Jeśli wejdziecie dalej, zaliczamy go na poczet.
Imiennie wskazany zespół inżynierów pracujący jako przedłużenie waszego, rozliczany miesięcznie. Częste, gdy klient jest firmą IT i potrzebuje konkretnej kompetencji — agentów, integracji, inżynierii danych — bez zatrudniania. Wy kierujecie pracą; obsada, ciągłość i jakość są po naszej stronie.
Przejmujemy odpowiedzialność operacyjną za to, co już zbudowane, wasze albo nasze, w ramach SLA z miesięcznym abonamentem obejmującym monitoring, wsparcie i zdefiniowaną moc rozwojową.
Niezależnie od modelu, to jest ta rozmowa.
Dwoje naszych i dwoje waszych przy jednym stole. Bez prezentacji i projektora — laptop, wasz prawdziwy proces na ekranie i niewygodne pytania zadane wystarczająco wcześnie, żeby coś zmieniły.
Brak cennika, i to nie z powściągliwości.
Nie publikujemy cennika. Przy pracy, którą się buduje, a nie licencjonuje, przedział na tyle uczciwy, żeby był prawdziwy, jest za szeroki, by pomóc, a wąski to zgadywanie przebrane za liczbę — i tak czy inaczej zakotwicza rozmowę, zanim ktokolwiek wie, co się buduje.
Cenę ruszają cztery rzeczy, a trzy z nich możecie ocenić sami już teraz: ile systemów trzeba dosięgnąć, czy mają użyteczne API, jak czyste są dane pod spodem i ile ścieżek wyjątków proces naprawdę ma. Ta ostatnia jest prawie zawsze większa, niż ludzie zakładają — i właśnie dlatego mierzymy ją przed wyceną, a nie po.
To, co możemy obiecać z góry, to kształt ryzyka. Najmniejszy możliwy pierwszy krok to etap discovery: stała cena uzgodniona z góry, a na końcu mapa procesu, zmierzony punkt wyjścia i business case, który jest wasz, niezależnie od tego, czy budujecie z nami. Gdy liczby nie wychodzą, właśnie ten dokument wam to powie — i dokładnie taki przekazywaliśmy nie raz.
Cztery dane wejściowe, rząd wielkości, bez maila.
Otwórz kalkulator →Koniec planujemy na początku.
To ta część, którą większość dostawców zostawia na przegląd umowy — a wtedy dźwignia już się przesunęła. Łatwiej przeczytać ją teraz.
Cele dostępności, czasy reakcji, monitoring, kopie zapasowe i aktualizacje w ramach jednego SLA. Imiennie wskazany właściciel, zdefiniowana ścieżka eskalacji.
Umowa mówi, do kogo należy kod, dane i dokumentacja, i określa procedurę przekazania, gdy współpraca się kończy.
Chmura UE albo w pełni on-premise. Szyfrowanie w tranzycie i w spoczynku, dostęp według ról i pełna ścieżka audytu. RODO i EU AI Act uwzględnione w projekcie.
Praktyczne pytania, odpowiedziane z góry.
Pracujemy w czasie środkowoeuropejskim, więc nasz standardowy dzień pokrywa się ze wschodnim wybrzeżem USA mniej więcej do 11:00 czasu tamtejszego. Zespoły dostawcze pracują domyślnie asynchronicznie.
Umowy po angielsku, fakturowanie w EUR albo USD.
U klientów europejskich stoimy na Azure, więc dane zostają w Europie, a RODO jest decyzją projektową, a nie dyskusją. Przy zleceniu z USA hosting wynika z fazy konsultingowej, a nie ją poprzedza: ustalamy, czego już używacie i gdzie realnie możemy pomóc, a odpowiedź z tego wypada.
Cała dokumentacja dostawy, komentarze w kodzie i komunikacja z klientem domyślnie po angielsku.
Czego nie przyjmiemy.
Najtańsza wiarygodność na tej stronie. Dostawca, który na wszystko przytakuje, i tak pokaże wam swoją granicę — tylko później i na wasz koszt.
Nie bierzemy zlecenia bez wcześniejszego zmierzenia punktu wyjścia. Bez niego nie da się później stwierdzić, czy zadziałało, a na tę dyskusję w dziewiątym miesiącu nie mamy ochoty.
Nie sprzedajemy proof of conceptów bez drogi na produkcję. Jeśli proces realnie nie może ruszyć, powiemy to w drugim etapie, zamiast fakturować pilota.
Nie stawiamy agenta przed decyzją, która ma zostać przy człowieku — ceny, kredyt, rekrutacja, cokolwiek z konsekwencjami prawnymi. Agent przygotowuje sprawę; podpisuje człowiek.
Odsprzedajemy licencje Microsoftu tam, gdzie je wdrażamy. Ujawniamy marżę i nie napędza ona naszych rekomendacji architektonicznych — jeśli właściwą odpowiedzią jest produkt konkurencji albo żaden produkt, dokładnie to znajdzie się w business case.